jednym z najgorszych uczuć jakie przychodzi nam doświadczyć w życiu, jest moment kiedy przestajemy kochać. Ta chwila, gdy uświadamiamy sobie, że człowiek z którym dzieliliśmy serce trafił do strefy sentymentu i tylko tyle. Kiedyś zostałam porzucona (z czasem zdam sobie sprawę, że zanim zostałam porzucona, to ja siebie porzuciłam kładąc na szali tego uczucia swoją wolność, charakter i wygląd) jednak w tamtym momencie będąc w pełni zaangażowaną w relacje, świat mi się skończył. Taka prawda, tamten świat nieodwracalnie legł w gruzach i dziś jest jedynie cmentarzem życia które było ważne, pełnym wspomnień i duchów nadziei. Skupiona na własnym bólu nie poddałam analizie sytuacji partnera, który przecież mnie już nie kochał, od jak dawna? ile walczył z rozsądkiem? jak długo tłumił siebie ? ile energii poświęcił by nasze życie wciąż wydawało się normalne? Nie wiem, nie miałam jeszcze odwagi zadać tych pytań po mimo upływu lat. Miłość po prostu odchodzi, kończy się. Patrzę na człowieka za którym jeszcze kilka miesięcy temu szalałam, byłam pełną miłości, gotową na poświęcenia i umierającą z pragnienia kobietą. Gdy mimo przeciwności (bo ja się zakochuje zawsze z przeciwnościami) udało nam się związać, uważałam to za najszczęśliwszy dzień w życiu. Pamiętam smak radości, z którym budziłam się co rano przy nim, patrząc jak jeszcze dosypia. Wciąż czuję mrowiące ciepło upojnych nocy, naszych wakacji spędzonych w niezliczonych miejscach, pełnych tańca, śmiechu i pocałunków zaprawianych Aperolem. Wszystko było piękne, on był piękny. Jak każdy artysta, ma w sobie to twórcze cierpienie, smukłe dłonie, gesty jak z greckiej tragedii. Uwielbiałam jego głos, piękne czarne oczy i jak czytał mi wiersze, uwielbiałam wtulać się w niego, myślę że dziewięćdziesiąt procent naszej codzienności to przytulanie – może to urok jego szczupłej sylwetki, może piękna rzeźba szkieletu, cokolwiek to było, było magnetyczne, reszta proza. Kochałam bez tchu, rozpierała mnie duma, że ten niezwykły okaz istoty ludzkiej wybrał mnie. W jednej drastycznie zwyczajnej chwili wszystko to zgasło, miłość się skończyła. Uświadomiłam sobie ten stan na domówce u znajomych, stałam obok wielkiej paproci, wystrój całego mieszkania to re-aranżacja PRL-owskiej komunalki, moda wraca. On stał za kuchennym kontuarem, roześmiany, te jego oczy były pełne szczęścia, opowiadał o nas tak promienisty, królując towarzystwu jak zwykle i wtedy patrząc na ukochanego zrozumiałam. Już nic nie czuje. Cztery metry dalej miłość życia opowiadała jak pięknie nam jest razem, jak dobrze i szczęśliwie, a ja nie czułam już nic. I serce mi pękło, ale nie z miłości tylko z rozpaczy, znów straciłam to co najcenniejsze. Dlaczego życie jest takie okrutne, czemu los zgasił we mnie tę miłość? Czułam się jak zdrajca, czułam wstyd. Walczyłam o nas jak lwica, kochałam i byłam kochana, jeden moment, a tego uczucia już nie ma. Nie mogłam na siebie patrzeć w lustrze, nie rozumiałam już kim jest osoba, która z niego na mnie spoglądała. Czemu przestałam kochać? Jako osoba kiedyś porzucona, a teraz porzucająca uważam, że wypalenie uczucia to najgorsza możliwość końca związków. Brak powodu. Z własnych doświadczeń wolałabym być zdradzona, oszukana, żeby relacja była zła, pełna ran, w jakiś sposób udręczona – to są powody, przyczyny. Człowiek lubi znać przyczyny. Rozstanie z wypalenia uczucia to najgorsza możliwość. Nie możesz nawet być „tą złą” przecież nie dopuściłam się żadnego zła, ale to nawet bardziej okrutne. Powoli starałam się zasygnalizować ukochanemu zmianę, nie ma dobrych metod zakończenia związku, ale starałam się okazać szacunek i może jeszcze trochę nacieszyć tym ciepłem, które mieliśmy. Wiem, że rozumiesz co mam na myśli, że starałam się zebrać te najsłodsze wspomnienia, teraz gdy na niego i naszą miłość patrzę przez pryzmat dobra, którym był i była. Kolejna bezduszna przewaga człowieka, któremu uczucie umarło – wie, że to zmierzch was. Popołudniami patrzyłam na niego ukradkiem, pogrążonego w ciszy własnych myśli i pieściłam w sercu tą tęsknotę za miłością jaka przydarza się tak rzadko. Kochałam prawdziwie.
Moc ciepła,
